Trzy spojrzenia

Marian Schmidt

Zdjęcia Mariana Schmidta można określić jako artystyczne. Niektóre oddziałują z podobną siłą jak wybitne dzieła sztuki. Wykonuje czarno-białe fotografie. Nie ma na nich wielu elementów, nie skupia się na jednym motywie. Najbardziej interesuje go człowiek i jego przeżycia. Fotografuje raczej zwykłych ludzi i zwykłe sceny z ich życia. Zazwyczaj stosuje szerokie kadry, w których tło dodatkowo określa człowieka, zbliżenia są istotne w portretach ? podkreślają jego stan emocjonalny. Niebagatelny wpływ na wyjątkowość zdjęć wywiera również osobowość artysty. Jest człowiekiem niezwykle uduchowionym, obdarzonym zmysłem obserwacji, intrygującym i wypełnionym wewnętrznym spokojem. Jego biografia jest nietypowa. Urodził się w Żyrardowie, ale wychowywał w Wenezueli. W USA studiował i uzyskał doktorat z matematyki. Przez pewien czas przebywał z indyjskim mędrcem Jiddu Krishnamurtim, od którego uczył się transcendencji w życiu. Kształcił się również u rumuńskiego dyrygenta Sergiu Celibidache, u którego próbował nauczyć się transcendencji w twórczości. Fascynował się pisarstwem Hermanna Hessego oraz filmami Ingmara Bergmana, Akiry Kurosawy, Federico Felliniego, Roberta Bressona i Carla Dreyera.
Zainteresowania i poszukiwania Schmidta można odnieść do znanego w historii sztuki pojęcia correspondance d'art ? współoddziaływania sztuk, które modne było pod koniec XIX wieku. Według niej dzieło sztuki nie powstaje w odosobnieniu lecz na pograniczu wielu dziedzin sztuk artystycznych. Podobnie jest ze zdjęciami Schmidta. Istnieją dzięki łączeniu przez autora doświadczeń z dziedziny muzyki, matematyki, malarstwa, filmu. Ale przede wszystkim dzięki ogromnej uwadze i uduchowieniu, nieustannemu rozwojowi wewnętrznemu. Znaczenie dla jego twórczości ma teoria Minora White'a (szczególnie istotna w ostatnich pracach Schmidta), który twierdził za Alfredem Stieglitzem, że dobre zdjęcia powstają wtedy, gdy są rodzajem lustra, które odbija przeżycia i duszę samego fotografa. Schmidt stosuje te zasady i dzięki temu jego fotografie mają ogromną siłę oddziaływania. Taką sytuację można porównać do znanej w malarstwie dawnym gry prowadzonej przez autora z widzem. W przedstawianych scenach malarz często umieszczał symbole i znaki, które czytelne były tylko dla grupy wtajemniczonych, świadomych. Dla pozostałych obraz był jedynie bardziej lub mniej udanym płótnem. Tę samą zasadę odnieść można do fotografii humanistycznej, której przedstawicielem jest Marian Schmidt. Dostrzeżenie głębi i prawdy tego typu zdjęć zależy od spokoju, uwagi i wrażliwości widza. Ich atutem jest brak konotacji z miejscem i czasem, sytuacją społeczną czy polityczną. Niezależnie czy chodzi o zdjęcia roześmianych dzieci, więźniów w Meksyku, czy pracujących górali, pokazują one wewnętrzny świat człowieka widziany oczami drugiego człowieka.
Ceniony przez fotografa pisarz Hermann Hesse w książce Gra szklanych paciorków zwraca uwagę na fakt, że złudzenia wypełniają większą część naszego życia. Pogrążanie się w nich określa mianem epoki felietonu, którą charakteryzuje zalew bezużytecznych informacji utrudniających rozwój intelektualny i duchowy. To według niego ucieczka w świat pozorów, który pozwala zniknąć w tłumie, stać się anonimowym. Łatwiej wtedy egzystować, ale jest to jednak ucieczka od trudnych i świadomych wyborów, od poszukiwania prawdy. Hesse tytułową grę szklanych paciorków określa jako tajemny język, na który składają się różne nauki i sztuki, przede wszystkim muzyka i matematyka. Gra stanowi połączenie ukrytych w kulturze wartości. Każdy jej uczestnik może korzystać z dorobku minionych wieków, aby dodać jeszcze jeden element od siebie. Ważne jest przy tym samo poszukiwanie, podjęcie wysiłku, próba doskonalenia, tworzenia.
Pytania o to, co jest istotne są również domeną filozofii i religii. Także dla Schmidta mają duże znaczenie i dlatego spotkania z Krishnamurtim i księdzem Twardowskim były dla niego tak ważne. Lekcja, którą odebrał od indyjskiego mędrca pozwoliła mu odróżniać to, co prawdziwe od tego, co złudne. Pytania o duchowość, wpływ religii i sztuki na życie pojawiają się także w książce Niecodzienne rozmowy z księdzem Janem Twardowskim. Marian Schmidt jest autorem fotografii oraz wywiadu w tej książce. Fotografie księdza, który był jego bliskim przyjacielem, znalazły się na wystawie obok zdjęć przedstawiających rozmodlonych ludzi, dzieci bawiące się przy polnej kapliczce czy pielgrzymów. To dzięki autorowi, poprzez jego emocje poznajemy miejsca i ludzi, dowiadujemy się co czują. Walorem tych zdjęć jest ich uniwersalność, są ponadczasowe. Schmidt, który pracował dla nowojorskiej agencji Black Star, paryskiej Rapho i przez całe życie podróżował, twierdzi, że ludzie wszędzie są do siebie podobni i wszędzie człowiek styka się z tymi samymi problemami, szarą rzeczywistością. Dla niego ważne są takie osoby, które nie chcą być sławne, bogate i podziwiane, a rozwój wewnętrzny i życie duchowe przedkładają ponad dobra materialne. Schmidt, jak chyba każdy fotograf, ?włóczył się? po ulicach szukając dobrych motywów. Mówi, że jedną z tajemnic udanych zdjęć jest bezinteresowność, moment kiedy fotograf niczego nie oczekuje od ludzi. To wtedy może się rodzić bezinteresowna miłość do nich.
Z tego powodu określany jest jako autor fotografii humanistycznej. I nie zaprzecza. Zawsze wspomina Henriego Cartier-Bressona, Edouarda Boubat, Roberta Doisneau, Willy Ronisa. Przez ostatnie lata zajmował się jednak innym rodzajem fotografii. Przestał portretować ludzi i codzienne sceny, a zaczął naturę ? kamienie, skały, płyty nagrobne, które w jego obiektywie zyskują dodatkowe znaczenia, nabierają innego wymiaru. Próbuje odnaleźć w nich znaki, symbole, rozwinąć wyobraźnię. Alfred Stieglitz (zm. 1946) określał takie poszukiwania mianem ekwiwalentu, który przeniósł z teorii literatury do fotografii. Dla niego obraz fotograficzny był metaforą ? pokazywał stan emocjonalny, przeżycia samego fotografa. Do artystów, którzy podobnie odczuwali należy Minor White i jego uczeń, uważany przez Schmidta za ostatniego z wielkich żyjących fotografów, Paul Caponigro.
Zdjęcia pełne odniesień i tajemnic potrzebują niezwykle wrażliwego i wyedukowanego widza. XX wiek przyzwyczaił nas do ekstrawagancji i zerwania z dotychczasową percepcją dzieł sztuki. W chaosie informacji i prowokacji ze strony twórców, sztuce potrzebny jest komentarz, wyjaśnienie. Dlatego fotografie Schmidta nie są proste w odbiorze, wiele zależy od nastawienia i wysiłku, który podejmie oglądający. Ale ambitne przedsięwzięcia nigdy nie były łatwe. Marian Schmidt skupia się na poszukiwaniach istotnych wartości, przekazywaniu w fotografii prawdy i piękna, chociaż tego ostatniego określenia stara się unikać powołując się często na wypowiedź Sergiu Celibidache ? że w muzyce nie jest istotne doświadczanie piękna, które jest tylko przynętą, chodzi o prawdę. W fotografii również.

Monika Brodowska
Historyk sztuki, redaktor pisma WiK Wprost i Kultura.


Marian Schmidt urodził się w Żyrardowie w 1945 roku. Dzieciństwo spędził w Wenezueli. Po maturze wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie uzyskał doktorat z matematyki. Nie kontynuował jednak kariery naukowej, zainteresował się fotografią i filmem.

W 1968 roku poznał mędrca Jiddu Krishnamurtiego, z którym rok później przebywał w Anglii i Szwajcarii. Największy wpływ na jego życie wywarli Jiddu Krishnamurti i Hermann Hesse.

W 1975 roku wrócił do Polski. Pracował jako asystent reżysera przy filmach fabularnych, podróżował także po kraju, fotografując życie codzienne oraz ważne wydarzenia społeczne i religijne. Od 1978 do 1980 roku pracował dla nowojorskiej agencji fotograficznej "Black Star" jako fotograf przemysłowy w rejonie Zatoki Perskiej. W 1980 roku osiedlił się w Paryżu. Kilkanaście lat później powrócił razem z rodziną na stałe do Polski. W czasie pobytu we Francji uczył się fenomenologii muzyki u dyrygenta Sergiu Celibidache.

Marian Schmidt jest autorem albumu "Hommes de science" wydanym w 1990 roku przez wydawnictwo Hermann w Paryżu. W 1994 roku ukazał się album fotograficzny "Marian Schmidt" wydany w Paryżu przez wydawnictwo "Cercle d'art". Jest także autorem albumu "Niecodzienne rozmowy z ks. Janem Twardowskim" wydanym w Warszawie przez Prószyński i S-ka w 2000 roku. Ma na swoim koncie ponad sześćdziesiąt prestiżowych wystaw fotograficznych m. in. w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie, Tokio, Berlinie, Zurychu, Dublinie, Solms, Toulouse, Dreznie, Charleroi, Fort-de-France, Champigny-sur-Marne, Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu, Katowicach, Łodzi, Bielsko-Białej, Szczecinie, a także w rodzinnym Żyrardowie.

Jest wykładowcą i dyrektorem Warszawskiej Szkoły Fotografii i Grafiki Projektowej (www.wsfoto.art.pl) oraz członkiem agencji fotograficznej Rapho w Paryżu. Wykładał także w łódzkiej Szkole Filmowej, gdzie w 2002 roku uzyskał tytuł doktora habilitowanego w dyscyplinie artystycznej fotografia.